niedziela, 30 września 2007
Shared facilities - keuken (kuchnia)
sobota, 29 września 2007
Polak w szkocką kratę
sobota, 22 września 2007
JA TEŻ GOTOWAŁAM!!!
Element kulinarny (do rodzicow)
Za "ser" robil serek wiejski (bo jest on najblizszy naszemu twarozkowi) zmieszany z deserem pokroju rozwodnionego budyniu o smaku marcepanu:)
Bon appetit!!
Nieporozumienia slowne czesc 2 czyli zart nie do konca kulturalny:)
Mnie od razu stanela przed oczami delikatnie mowiac nieuprzajma, raczej mloda, pani np z urzedu, sklepu lub czepialska sasiadka. "No pinda jedna!" - nierzadko pada z ust rozjuszonego przez takowa pania. Z ciekawosci stwierdzilem ze zajrze do Slownika Jezyka Polskiego (internet to cudowny wynalazek) i tamtejsze definicje okazaly sie ze sie tak wyraze mocne:
pinda
1. wulg. «pogardliwie o kobiecie, dziewczynie, zwłaszcza źle się prowadzącej»
2. wulg. «zewnętrzny narząd płciowy kobiety»
Tak, ciekawe ze czasem jakies slowo jest w uzyciu a jego prawdziwe znaczenie nie jest do konca znane:P
Pewnie sie zastanawiacie po kiego grzyba o tym pisze? Co mnie natchnelo na miodkowanie? Juz odpowiadam:
ZNALEZLISMY HOLENDERSKA PINDE!!
Jesli ktos sie zastanawia co jest w sloiczku, spiesze z wyjasnieniem ze to maslo orzechowe:) A dokladniej ser orzechowy (bo kaas to ser po niderlandzku).
Jednym slowem Polacy gdzies w przeszlosci nie darzyli orzeszkow ziemnych sympatia:P
A propos slowa kaas-ostatnio Marcus, sasiad z akademika, opowiadal o scenie z "Borata" w ktorej stoi on w supermarkecie przed stoiskiem z serami i pyta, pokazujac na pierwszy z serow:
-What's this?
-Cheese- odpowiada sprzedawca.
-And this?- nieustaje zaciekawiony Kazach, pokazujac na kolejny ser.
-Cheese- odpowiada uprzejmy sprzedawca.
-And this?- nie odpuszcza Borat- przesuwajac sie wzdluz stoiska.
-Cheese.
-And this?
-Cheese.
Napis: Po 30 minutach.
-And this?
-Cheese!!
Nie wiem, mnie to smieszylo:P
Ostatnio poszukiwalismy usilnie sera w supermarketach. Ale nie jakiegos zoltego. Nie plesniowego, nie fety i nie mozarelli. Naszego kochanego serka bialego. Twarozka. Twarozunia rzec by z tesknoty mozna. Niestety bariera jezykowa bywa czasem nie do przeskoczenia w sklepie, wiec postanowilismy zrobic wywiad jak sie jaki ser nazywa, zeby moc go namierzyc pozniej na polce.
Oto moj wywiad z Lysanne, Holenderka z naszego akademika:
-Jak jest po niderlandzku ser?
-Kaas.
-Ale taki bialy.
-Kaas.
-A plesniowy?
-Kaas.
-No dobra a jak jest ser zolty?
-Kaas!!
Poczulem sie jak Borat.
P. S. Mam swoj ulubiony sklep w Groningen:
W sumie to nawet nie wiem co tam sprzedaja, ale jesli ktos pamieta slynna taryfe w reklamach Simplusa, to z tego co kojarze duza wiekszosc panow w niej rozmilowanych rowniez nie kojarzyla co jest wlasciwie w ten sposob promowane:P
Teskniliscie?:P
Tadzio
Justyna choruje, słucha radia ram i tęskni za Wrocławiem...
czwartek, 20 września 2007
DRODZY RODZICE (trochę prywaty)!
TADZIA PODRYWA PANI SEKRETARKA
środa, 19 września 2007
ZDOMINOWAŁAM BLOGA
niedziela, 16 września 2007
SOBOTNI PORANEK W GRONINGEN
Rower - wersja rodzinna (dwoje dzieci z przodu). Po powrocie do domu Tadzio zastanawiał się jakim cudem tym razem udało mu się zrobić czemuś takiemu zdjęcie. Odpowiedź na zdjęciu - tym razem pani prowadziła rower, więc nie zdążyła uciec.
Groningen pełne jest nowoczesnej architektury i sztuki. Mają muzeum, które przypomina kolorowy statek i pomarańczowy budynek, w którym nie ma ani jednego kąta prostego. O tym budynku kiedy indziej, a dziś jeden z ładniejszych pomników. Według mnie to Walkiria.
sobota, 15 września 2007
NIE POSPRZĄTALIŚMY
You don't eat meat? And you're Polish?! What's wrong with you?
Ale po kolei. Do całej rozmowy doszło wczoraj podczas dorocznego sympozjum Groningen Biomolecular Sciences and Biotechnology Institute (w skrócie GBB). Nasi supervisorzy zadecydowali, że nas na to zarejestrują ze względu na to, że jesteśmy studentami, a tam będzie darmowy lunch. I podczas lunchu wyszło, że nie mogę zjeść tradycyjnej holenderskiej potrawy - nadziewanych mięsem krokiecików. W ogóle z darmowego lunchu wyszłam głodna, bo dla Holendrów lunch to raczej przekąska, jakieś kanapki, sałatki, głowne danie dnia spożywają wieczorem, koło 18. Mięsożercy mieli na tym darmowym lunchu przynajmniej wspomniane krokiety i lasagne, dla wegetarian przewidziano tylko lekką zupkę, którą Tadzio nazwał zupą z resztek warzyw startych na wiór.
Co do samego sympozjum - wszystko było w języku angielskim, co pokazuje liczbę obcokrajowców pracujących w GBB. Tylko w naszym laboratorium jest 3 Hindusów, 1 Szwed, 1 pani z Ugandy, 1 pani z jeszcze innego kraju, lada chwila przyjedzie Polak na studia doktoranckie. Tu nawet zeszyty laboratoryjne wszyscy prowadzą w języku angielskim. Sympozjum składało się z wykładu gościa - profesora z Wielkiej Brytanii, 9 prezentacji doktorantów z GBB (w tym mojego supervisora i Tadzia supervisora) oraz dwóch sesji plakatowych. Na koniec przyznano nagrody za najlepsze wykłady i plakaty - mój supervisor, Anne miał drugie miejsce:). Co prawda ja musiałam wysłuchać 3 razy jego prezentacji zanim ją zrozumiałam (robiłam za widownię podczas prób), ale widać inni ją docenili:P.
czwartek, 13 września 2007
International Student House
środa, 12 września 2007
A TERAZ JUSTYNA
A teraz kilka spostrzeżeń na temat jedzenia:
1. tu nie ma sera białego. jest tylko serek wiejski, tylko jednej firmy - danone. jak pytałam o coś w tym stylu, to w odpowiedzi słyszałam, że oczywiście, że jest i to dużo rodzajów: camembert, brie, mozarella...
2. za to są ogórki konserwowe pod nazwą augerken. po niderlandzku ogórek to zupełnie inne słowo, dlatego część Holendrów nie kojarzy tego zielonego słodko-kwaśnego ze słoika ze świeżym ogórkiem. W ogóle chyba nie mają umiejętności rozpoznawania warzyw w kiszonkach. Np. Anne, mój lab-opiekun, chwalił mi się dzisiaj, że był w Polsce na wakacjach i jadł takie tradycyjne polskie danie, które może być sałatką lub w zupie. Wychodziło na to, że chodzi mu o kapustę kiszoną. Tylko, że jak powiedziałam, że to warzywo to kapusta po fermentacji to był zdziwiony i chyba mi nie uwierzył...
3. jogurty - zupełnie inne niż u nas. W dużych litrowych kartonach. I takie glutowate, zupełnie inna konsystencja niż w naszych. Naturalny jest strasznie kwaśny (moim zdaniem nie da się tego zjeść samego) - za to dodają do niego świeże owoce, więc już nie muszą kupować droższych jogurtów owocowych.
4. chleb - duże krojone kromki miękkiego chleba, którego nie potrafię nie przedziurawić smarując masłem. Za to cenowo różnica między chlebem razowym a jasnym jest nikła. I w niemal każdym chlebie tutaj są jakieś otręby czy inne zdrowe ziarenka.
5. mleko w kartonikach od 0,25 litra do lunchu do 1,5 litra. Masowo piją to mleko do kanapek o 12.
6. mielona kawa do ekspresu w torebeczkach. Jak to dostałam do rąk po raz pierwszy, to myślałam, że to herbata. Tylko pachniała kawą. Sądziłam, że to po to, że wrzucasz do kubka i masz "zalewajkę" bez fusów, a to się daje do specjalnego ekspresu i podstawia pod niego kubeczek. Wszelkie rodzaje kawy tak sprzedają, espresso, latte, z czekoladą i wiele innych...
A propos kawy - oni mają w zwyczaju nie mycie kubków. Co porządniejsi je przepłukują. Ale np. kubek Sytse, z którym dzielę pokój, wygląda tak jakby go coś porastało...Tak samo dzbanek, z którego proponował mi dziś herbatę. Masakra.
wtorek, 11 września 2007
Z cyklu to rusza Tadeusza part 3: Holenderska pogoda czyli cos bardziej nieprzewidywalnego niz to kto kogo zdradzi w "Modzie na sukces";)
Wyobrazcie sobie piekna sloneczna pogode. Ani malego podmuchu wiatru ktory tracalby listki na okolicznych drzewach. Jak wychodzicie ubrani na krotki spacer do centrum? Otoz w swetrze, kurtce i najlepiej z parasolem. Dziwne? Nie. Wystarczy jeden raz dostac po tylku i juz sie nie ma glupich nawykow z Polski. Pogoda tu zmienia sie co kilka minut. Doslownie. Do tego uslyszelismy ze mamy pecha bo trafilismy w bardzo deszczowa pore roku czyli jesien. To stanowisko zostalo jednak podwazone podczas porannej zakladowej kawy, poniewaz jak stwierdzil ktorys z tubylcow w sumie zimy tez sa bardzo deszczowe. Padlo wiec pytanie: A co z wiosna? Tak.. Stanelo na tym ze deszczowo bedzie do konca kwietnia..
Szczerze powiem ze bywa to niewygodne-jedziesz sobie na rowerku na zajecia a tu nagle urwanie chmury. Znienacka przychodzi, znienacka znika. Stad zaczalem sie przygladac jak sobie z tym radza Holendrzy.
- Pomysl pierwszy: nie kombinuj tylko sie przywyczaj. Tak juz jest, jak bedziesz mokry nikt cie nie wykpiwa bo to tutaj normalne. Ostatnio profesor w mokrej koszuli przed swoja prelekcja na seminarium zazartowal sobie ze z nerwow sie tak spocil.
- Pomysl drugi: jazda z parasolka- niebezpieczne i niewygodne (trudno manewrowac z jedna reka stale zajeta parasolka, ktora do tego znacznie ogranicza widocznosc)
- Pomysl trzeci: kupienie spodni przeciwdeszczowych - naklada sie je jak ocieplacze na spodnie normalne, dzialaja jak plaszcz przeciwdeszczowy
- Pomysl czwarty: www.weathernews.nl i tam Neerslagradar; Jak sie wam nudzi-zerknijcie. Jak przewidziec pogode w kraju gdzie jej sie przewidziec nie da? Otoz poprzez radar ktory wylapuje nadciagajace chmurki mozesz przewidziec kiedy bedzie padac w twoim miescie i czy to dlugotrwale opady czy przelotny deszczyk. Co do pogody najbardziej podoba mi sie jej tutejsze opisywanie w sposob procentowy np: 25% slonca, 35% deszczu:) I wszystko wiadomo:)
No to jeszcze jedna ciekawostka. W kontekscie holenderskiej oszczednosci zaskoczylo mnie ze mamy suszarke bebnowa do suszenia prania. Przeciez to cholernie zrec prad musi. Jak to mozliwe ze to im nie przeszkadza. Z pomoca przyszla nam Lysanne, holenderka ktora mieszka z nami w akademiku. W odpowiedzi na nasze pytanie podniosla brew w pytajacym gescie po czym zapytala: a jak wy byscie wysuszyli pranie na sznurku majac taka pogode?