wtorek, 11 września 2007

A JA TO WIDZĘ INACZEJ

Nie ja zaparkowałam w ścianie bicycle shed, tylko rower się mnie nie słuchał i sam wjechał. A poza tym prawie zgubiłam buty - bo postanowiłam, że skoro Holenderki jeżdzą na obcasach, a nawet w szpilkach, to ja w balerinkach na pewno sobie poradzę. No i prawie je zgubiłam, nikomu nie polecam ich na rower. A poza tym głupi rower zepsuł mi torebkę. Bo w ramach ochrony jej przed niebezpieczeństwem postanowiłam schować ją do plecaka Tadzia. Gdzie porysował ją bardzo zły długopis w bardzo środkowym miejscu. Nie wie ktoś jak to zmyć? Jutro chyba wrócę do autobusu. Zwłaszcza, że dziś rano w labie na zebraniu tylko ja i pani z Ugandy byłyśmy suche - bo jechałyśmy autobusem, reszta jechała rowerem, nawet profesor, więc mieli mokre koszulki, spodnie i skarpetki - ktoś nawet siedzial bez butów. Nie ma to jak stary dobry zatłoczony autobus....

0 komentarze: