wtorek, 4 września 2007
ZGUBIŁAM TADZIA:(
Byliśmy dziś u naszego profesora, gdzie rozdzieliliśmy się pierwszy raz od przyjazdu. Ja poszłam z moją supervisor, on z kimś innym i niby chodziliśmy po tym samym zakładzie, ale on jest tak duzy, budynek ogromny, pełno zakręconych korytarzy. Mijaliśmy się czasem, ale generalnie oprowadzano nas w zupełnie inny sposób. Gdy wyszłam było tak późno, że byłam przekonana, że on już dawno pojechał do domu. Poczekałam chwilę, ale stwierdziłam, że to bez sensu. Próbowałam zadzwonić, ale jego telefon nie akceptuje niderlandzkiej karty, a jak próbowałam dzwonić na polską, to też mnie nie łączyło, niezależnie od tego, czy dzwoniłam z polskiej czy z holenderskiej karty. Myślałam, że będzie w domu, a go nie ma. Od jakiejś godziny czekam i ciągle się nie znalazł, nawet zakupy juz zdążyłam zrobić na obiad, bo w tym dziwnym kraju sklepy zamykają wcześnie, a jeść coś trzeba. W sklepie zresztą też było strasznie, nie wiem jak jest bułka tarta ani po niderlandzku ani po angielsku, więc dziś na obiad zjemy kalafiora i fasolkę szparagową bez bułki. Ale mam wyrzuty sumienia, on pewnie czeka tam na mnie ciągle w instytucie, a ja nawet 15 minut nie poczekałam.... :-(
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz