Tak. Dokładnie to usłyszałam wczoraj od Hindusa z naszego laboratorium, oczywiśćie wegetarianina. Wychodzi na to, że prawdziwy Polak to mięsożerny Polak, jak jesteś bezmięsny to znaczy, że masz defekt...
Ale po kolei. Do całej rozmowy doszło wczoraj podczas dorocznego sympozjum Groningen Biomolecular Sciences and Biotechnology Institute (w skrócie GBB). Nasi supervisorzy zadecydowali, że nas na to zarejestrują ze względu na to, że jesteśmy studentami, a tam będzie darmowy lunch. I podczas lunchu wyszło, że nie mogę zjeść tradycyjnej holenderskiej potrawy - nadziewanych mięsem krokiecików. W ogóle z darmowego lunchu wyszłam głodna, bo dla Holendrów lunch to raczej przekąska, jakieś kanapki, sałatki, głowne danie dnia spożywają wieczorem, koło 18. Mięsożercy mieli na tym darmowym lunchu przynajmniej wspomniane krokiety i lasagne, dla wegetarian przewidziano tylko lekką zupkę, którą Tadzio nazwał zupą z resztek warzyw startych na wiór.
Co do samego sympozjum - wszystko było w języku angielskim, co pokazuje liczbę obcokrajowców pracujących w GBB. Tylko w naszym laboratorium jest 3 Hindusów, 1 Szwed, 1 pani z Ugandy, 1 pani z jeszcze innego kraju, lada chwila przyjedzie Polak na studia doktoranckie. Tu nawet zeszyty laboratoryjne wszyscy prowadzą w języku angielskim. Sympozjum składało się z wykładu gościa - profesora z Wielkiej Brytanii, 9 prezentacji doktorantów z GBB (w tym mojego supervisora i Tadzia supervisora) oraz dwóch sesji plakatowych. Na koniec przyznano nagrody za najlepsze wykłady i plakaty - mój supervisor, Anne miał drugie miejsce:). Co prawda ja musiałam wysłuchać 3 razy jego prezentacji zanim ją zrozumiałam (robiłam za widownię podczas prób), ale widać inni ją docenili:P.
Ale po kolei. Do całej rozmowy doszło wczoraj podczas dorocznego sympozjum Groningen Biomolecular Sciences and Biotechnology Institute (w skrócie GBB). Nasi supervisorzy zadecydowali, że nas na to zarejestrują ze względu na to, że jesteśmy studentami, a tam będzie darmowy lunch. I podczas lunchu wyszło, że nie mogę zjeść tradycyjnej holenderskiej potrawy - nadziewanych mięsem krokiecików. W ogóle z darmowego lunchu wyszłam głodna, bo dla Holendrów lunch to raczej przekąska, jakieś kanapki, sałatki, głowne danie dnia spożywają wieczorem, koło 18. Mięsożercy mieli na tym darmowym lunchu przynajmniej wspomniane krokiety i lasagne, dla wegetarian przewidziano tylko lekką zupkę, którą Tadzio nazwał zupą z resztek warzyw startych na wiór.
Co do samego sympozjum - wszystko było w języku angielskim, co pokazuje liczbę obcokrajowców pracujących w GBB. Tylko w naszym laboratorium jest 3 Hindusów, 1 Szwed, 1 pani z Ugandy, 1 pani z jeszcze innego kraju, lada chwila przyjedzie Polak na studia doktoranckie. Tu nawet zeszyty laboratoryjne wszyscy prowadzą w języku angielskim. Sympozjum składało się z wykładu gościa - profesora z Wielkiej Brytanii, 9 prezentacji doktorantów z GBB (w tym mojego supervisora i Tadzia supervisora) oraz dwóch sesji plakatowych. Na koniec przyznano nagrody za najlepsze wykłady i plakaty - mój supervisor, Anne miał drugie miejsce:). Co prawda ja musiałam wysłuchać 3 razy jego prezentacji zanim ją zrozumiałam (robiłam za widownię podczas prób), ale widać inni ją docenili:P.
Generalnie sympozjum było dziwne. Odbywało się w trzy gwiazdkowym hotelu i wszyscy nam mówili jaki pyszny będzie lunch i że po wszystkim będą drinki. No ale obsługi było bardzo mało i nie nadążała na przykład z donoszeniem jedzenia do bufetów - widać Holendrzy jedzą za szybko. Wszędzie się robiły kolejki. Co do drinków to najwięcej było soku pomarańczowego i białego wina, którego z nie wiem jakiej przyczyny nikt nie chciał ruszyć. Wino czerwone rozeszło się w oka mgnieniu (na konferencji było jakies 100 0sób, a tego wina bylo może 15 kieliszków?), no i nie wiem gdzie Tadzia supervisor znalazł piwo. Może był tylko jeden kufelek (piszę kufelek, bo piwo jest tu tylko w objętości 0,33). A propos piwa - na holenderskiej imprezie z dnia poprzedniego dowiedzieliśmy się, że tutaj Heinekena sprzedaje się w brązowych buteleczkach! A dziś je nawet znaleźlismy w sklepie. Ale może o tej imprezie już Tadzio napisze... Załączam zdjęcie mojej pamiątki z sympozjum - zwinęłam taką serwetkę pod filiżankę z godłem Groningen.
0 komentarze:
Prześlij komentarz