wtorek, 4 września 2007

HOLANDIA KRAJ ROWERZYSTÓW, czyli nasze pierwsze wrażenia

KRAJOBRAZ

Przede wszystkim – strasznie tu płasko. Już po niemieckiej stronie zaczynają się typowe holenderskie krajobrazy – równina totalna, horyzont daleko daleko daleko, oczom nie przeszkadza najmniejsze nawet wzniesienie, jedynie jakiś rządek drzew w oddali. Dla dolnoślązaka jest to dosyć nietypowy widok. Poza tym wiatraki [wersja classic i jazzy-te energiotworcze], a pod wiatrakami krowy i owce, przy czym krów jest więcej. I wreszcie kanały – woda jest tu naprawdę wszędzie...

GRONINGEN

Oczytany Tadzio znalazł gdzieś opis Holandii jako państwa „małego szczęścia”. Nie da się zrozumieć jak idealne jest to określenie, jeśli nie widziało się tutejszych domków, bo chyba domami tego nie można nazwać. Malutkie szeregowce, każdy mieści 3 mieszkania, jak się okazuje bardzo przestronne. I wszystko zadbane i piękne, chociaż prawdopodobnie mieszkanie, które widzieliśmy nie jest tego najlepszym przykładem – tu akurat panował typowy „studencki” bałagan [co stanowilo dla mnie szok-w ksiazce zrodlowej autorzy napisali ze kazdy Holender ma swira na punkcie porzadku-wychodzi na to ze student to student-nawet holenderski-Tadzio].

I ROWERY.

Rowerzystów jest tu zdecydowanie więcej niż pieszych. I pewnie dlatego - odwrotnie niż w Polsce – rowerzyści mają tu więcej praw od pieszych i ogólnie ich sytuacja na drodze jest zdecydowanie lepsza. Tu odwołam się do artykułu koleżanki z „Negatywu”, gdzie opisywała wrocławskie ściezki rowerowe (wąskie, urywające się nagle, zatłoczone pieszymi). Otóż tu jest odwrotnie. Ścieżki rowerowe są zdecydowanie szersze od chodników dla pieszych. Nie urywają się. Czasami zmieniają stronę drogi, czasami biegną jej środkiem, ale nigdy nie ma sytuacji, że jedynym bezpiecznym rozwiązaniem jest przefrunięcie gdzieś dalej. Natomiast my, jako tytułowi piesi, wczoraj natrafiliśmy w parku na taki problem. SZLIŚMY ŚCIEŻKĄ I ONA SIĘ NAGLE URWAŁA! ZA TO DALEJ SZŁA ŚCIEŻKA ROWEROWA...Zrezygnowani i przestraszeni postanowiliśmy iść brzegiem drogi dla rowerów. Jakieś 200 metrów dalej ścieżka dla pieszych się nagle odnalazła. Naprawdę trzeba się nauczyć fruwać....

POGODA.

Ciągle inna. Inne powiedzonko wykopane przez Tadzia brzmi: „Jeśli nie podoba Ci się pogoda, poczekaj 5 minut”. To prawda, ale nie do końca. Faktycznie zmieni się po 5 minutach, być może na Twoją wymarzoną, ale ta idealna pogoda też potrwa trzy minuty. Naprawdę nie wiem w co się tu ubierać...

MODA.

A propos ubrań – spostrzeżenie typowo kobiece – większość kobiet jest ubrana ślicznie (nawet na rowerach, tu nie ma mowy o stroju sportowym na rower). Ale to nic dziwnego – ciuchy kosztują tu dokładnie tyle co u nas, natomiast Holenderki zarabiają zdecydowanie więcej. I faktycznie letnie kozaki dominują, czemu się nie ma zresztą co dziwić – nieprzewidywalna pogoda nie pozostawia innego wyboru...

HOLENDRZY.

Naprawdę bardzo pomocni. Przykład: czy kiedykolwiek polski kierowca autobusu odpowiedział uprzejmie na Wasze pytanie i jeszcze wskazał przystanek, na którym macie wysiąść? No właśnie. A nam już tak 3 pomogło. Na 3 jazdy autobusem. [Swoja drogą to bywaja tak chetni do pomocy ze mowia do ciebie po niderlandzku i szeroko sie usmiechaja wiedzac ze ty „only English”.-Tadzio]
Tadzio: Zdaża mi sie też zauważyć coś poważniejszego i pozanawiasowo:P Holendrzy maja niesamowite podejscie do zycia (przynajmniej z tego co mozna zauwazyc po 2 dniach). W zyciu kieruja sie przestrzeganiem prostych regul i o ile ich sie nie zlamie to wszystko jest jak najbardziej ok. Mozesz jarac gandzie w kuchni albo pokoju wspolnym ale wtedy jesli nikomu to nie przeszkadza. Mozesz zrobic bibke ale do 12 nastepnego ranka masz po niej posprzatac. [Wszystko jest proste, jasne i oparte na wzajemnym szacunku.-Justyna:P]

MIESZKANIE

Mieszkamy w jednym z tańszych akademików, a i tak mamy dobre warunki, na pewno jest lepiej niż w Polsce. Mamy dwa pokoje jednoosobowe, duże. W Polsce w kazdym z nich mieszkałyby dwie lub trzy osoby. Duże wspólne kuchnie, toalety są co prawda wspólne, ale jeszcze nie widzieliśmy tu kolejek. Nawet się z nikim nie mijałam. Po prostu jest ich dużo. Internet w pokojach, bezprzewodowy, z instalacją pomógł nam Indonezyjczyk, któremu język polski mojego Windowsa nie przeszkadzał.
Tadzio: a’propos Indonezyjczyka-mamy tu mala wieze Babel – wśród innych mieszkancow sa: Niemcy, Francuzi, Jordanczyk, Iranczyk, kolonia Portugalczykow i cala masa Azjatow.

2 komentarze:

Unknown pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Unknown pisze...

W edycji BLOGA widac dominacje Justynki:) Czekam na kolejne relacje z waszego wyjazdu.
P.S. Przydało by sie troszkę zdięć!!

Pozdrawiam
LeSzCzU