Mnie od razu stanela przed oczami delikatnie mowiac nieuprzajma, raczej mloda, pani np z urzedu, sklepu lub czepialska sasiadka. "No pinda jedna!" - nierzadko pada z ust rozjuszonego przez takowa pania. Z ciekawosci stwierdzilem ze zajrze do Slownika Jezyka Polskiego (internet to cudowny wynalazek) i tamtejsze definicje okazaly sie ze sie tak wyraze mocne:
pinda
1. wulg. «pogardliwie o kobiecie, dziewczynie, zwłaszcza źle się prowadzącej»
2. wulg. «zewnętrzny narząd płciowy kobiety»
Tak, ciekawe ze czasem jakies slowo jest w uzyciu a jego prawdziwe znaczenie nie jest do konca znane:P
Pewnie sie zastanawiacie po kiego grzyba o tym pisze? Co mnie natchnelo na miodkowanie? Juz odpowiadam:
ZNALEZLISMY HOLENDERSKA PINDE!!
Jesli ktos sie zastanawia co jest w sloiczku, spiesze z wyjasnieniem ze to maslo orzechowe:) A dokladniej ser orzechowy (bo kaas to ser po niderlandzku).
Jednym slowem Polacy gdzies w przeszlosci nie darzyli orzeszkow ziemnych sympatia:P
A propos slowa kaas-ostatnio Marcus, sasiad z akademika, opowiadal o scenie z "Borata" w ktorej stoi on w supermarkecie przed stoiskiem z serami i pyta, pokazujac na pierwszy z serow:
-What's this?
-Cheese- odpowiada sprzedawca.
-And this?- nieustaje zaciekawiony Kazach, pokazujac na kolejny ser.
-Cheese- odpowiada uprzejmy sprzedawca.
-And this?- nie odpuszcza Borat- przesuwajac sie wzdluz stoiska.
-Cheese.
-And this?
-Cheese.
Napis: Po 30 minutach.
-And this?
-Cheese!!
Nie wiem, mnie to smieszylo:P
Ostatnio poszukiwalismy usilnie sera w supermarketach. Ale nie jakiegos zoltego. Nie plesniowego, nie fety i nie mozarelli. Naszego kochanego serka bialego. Twarozka. Twarozunia rzec by z tesknoty mozna. Niestety bariera jezykowa bywa czasem nie do przeskoczenia w sklepie, wiec postanowilismy zrobic wywiad jak sie jaki ser nazywa, zeby moc go namierzyc pozniej na polce.
Oto moj wywiad z Lysanne, Holenderka z naszego akademika:
-Jak jest po niderlandzku ser?
-Kaas.
-Ale taki bialy.
-Kaas.
-A plesniowy?
-Kaas.
-No dobra a jak jest ser zolty?
-Kaas!!
Poczulem sie jak Borat.
P. S. Mam swoj ulubiony sklep w Groningen:
W sumie to nawet nie wiem co tam sprzedaja, ale jesli ktos pamieta slynna taryfe w reklamach Simplusa, to z tego co kojarze duza wiekszosc panow w niej rozmilowanych rowniez nie kojarzyla co jest wlasciwie w ten sposob promowane:P
2 komentarze:
A ja znalem ten słoiczek...
Smak też pamiętam ale z różnych przyczyn nie kojarzy mi się za dobrze...
A i dzięki za komentarz u mnie- hehehe handel wymienny!
A widzieliście jak ładnie Wasz bloog reklamuje u siebie? A jak będę bezrobotny i założę kabaret- to chcę takich tekściarzy jak Wy do gagów;)
Gorące pozdro!
PS
Justynka a jak tam zdrowie???
zdrowie lepiej, ale boję się znowu wsiadać na głupi rower, że się pogorszy i nigdy nie wyzdrowieję. tadzio mówi, że powinnam jeść więcej jogurtów. a ja chyba zostanę przy herbatce z cytryną.
Prześlij komentarz