Chciałam tylko zauważyć, że te prognozy procentowej zawartości deszczu w ciągu dnia nie zawsze się sprawdzają. Np. dziś miało być 20% deszczu. A padało jakieś 5 minut. Akurat wtedy gdy w moim typowo holendersko skrzypiącym rowerze tylne koło ostatecznie odmówiło współpracy i musiałam wracać na piechotę:(. W sumie może to lepiej, bo nie mam błotników, to się przynajmniej nie ochlapałam...
A teraz kilka spostrzeżeń na temat jedzenia:
1. tu nie ma sera białego. jest tylko serek wiejski, tylko jednej firmy - danone. jak pytałam o coś w tym stylu, to w odpowiedzi słyszałam, że oczywiście, że jest i to dużo rodzajów: camembert, brie, mozarella...
2. za to są ogórki konserwowe pod nazwą augerken. po niderlandzku ogórek to zupełnie inne słowo, dlatego część Holendrów nie kojarzy tego zielonego słodko-kwaśnego ze słoika ze świeżym ogórkiem. W ogóle chyba nie mają umiejętności rozpoznawania warzyw w kiszonkach. Np. Anne, mój lab-opiekun, chwalił mi się dzisiaj, że był w Polsce na wakacjach i jadł takie tradycyjne polskie danie, które może być sałatką lub w zupie. Wychodziło na to, że chodzi mu o kapustę kiszoną. Tylko, że jak powiedziałam, że to warzywo to kapusta po fermentacji to był zdziwiony i chyba mi nie uwierzył...
3. jogurty - zupełnie inne niż u nas. W dużych litrowych kartonach. I takie glutowate, zupełnie inna konsystencja niż w naszych. Naturalny jest strasznie kwaśny (moim zdaniem nie da się tego zjeść samego) - za to dodają do niego świeże owoce, więc już nie muszą kupować droższych jogurtów owocowych.
4. chleb - duże krojone kromki miękkiego chleba, którego nie potrafię nie przedziurawić smarując masłem. Za to cenowo różnica między chlebem razowym a jasnym jest nikła. I w niemal każdym chlebie tutaj są jakieś otręby czy inne zdrowe ziarenka.
5. mleko w kartonikach od 0,25 litra do lunchu do 1,5 litra. Masowo piją to mleko do kanapek o 12.
6. mielona kawa do ekspresu w torebeczkach. Jak to dostałam do rąk po raz pierwszy, to myślałam, że to herbata. Tylko pachniała kawą. Sądziłam, że to po to, że wrzucasz do kubka i masz "zalewajkę" bez fusów, a to się daje do specjalnego ekspresu i podstawia pod niego kubeczek. Wszelkie rodzaje kawy tak sprzedają, espresso, latte, z czekoladą i wiele innych...
A propos kawy - oni mają w zwyczaju nie mycie kubków. Co porządniejsi je przepłukują. Ale np. kubek Sytse, z którym dzielę pokój, wygląda tak jakby go coś porastało...Tak samo dzbanek, z którego proponował mi dziś herbatę. Masakra.
środa, 12 września 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
hej!!:) niech Tadek nie mowi, ze nikt waszego bloga nie czyta! ja go czytuje regularnie i musze powiedziec, ze jest swietny. Mozna sobie humor poprawic:P pozdrawiam serdecznie i czekam na nowe posty;)
tadzio się ucieszył. od pewnego czasu nie przejawiał ochoty do pisania. zresztą to było widać, że dominowałam. ale na pewno nie biłam się z nim o komputer:P.
Prześlij komentarz