poniedziałek, 10 września 2007

To rusza Tadeusza part 2: Kupilem czarny ciagnik czyli slow kilka o mojej nowej rakiecie (i o rowerowym talencie Justynki)

W sobote, wczesnym rankiem udalem sie na polowanie. Jako ze rowery w sklepie normalnym okazaly sie za drogie Maarten polecil mi udac sie na Targ Rybny (Vismarkt) odpowiednik powiedzmy naszego Placu Solnego, gdzie co wtorki, piatki i soboty istnieje tutejszy jarmark (warzywka, mieso, ryby, kwiaty i rowery:P ). Ciekawe, nie? Tak jako ciekawostke dodam ze z kolei na rynku w te dni sprzedaja ciuchy:P Po moim "cheap bike" pan w czerwonym kombinezonie mechanika czytaj: sprzedawca rowerow zapytal co rozumiem przez pojecie tani, po czym poprowadzil mnie do mojej przyszlej rakietki. Urzekla mnie od razu, jak na tutejsze zwyczaje ekstremalnie zadbana:) Aczkolwiek po krotkiej jezdzie uswiadomilem sobie ze nigdy w zyciu nie jezdzilem na cienkich oponach (jak w kolarzówce), a zapewniam ze to nie to samo co goral, zwlaszcza na tak czesto tutaj sliskiej nawierzchni:P Tak czy inaczej poprosilem o zestaw happy bike: rower + uroczy lancuch co by mi nie zwineli za szybko mojego stalowego rumaka. No dobra kucyka:P Wiem ze i tak nie jestescie ciekawi jak wyglada:P Ale mimo to uracze was olsniewajacym zdjeciem. Wydrukowac i w ramke!!;)





W niedziele poszlismy z Justynka przecwiczyc jej talenty kolarskie (wspominala cos ze kiedys trenowala z Anna Szafraniec czy jakos tak-nie no just joking:D ). Moj rower okazal sie ZDECYDOWANIE za duzy dla niej. I naprawde calkiem niezle wychodzila jej walka z utrzymaniem sie kilkadziesiat centymetrow ponad chodnikiem na rowerze z wysoka rama. Jak juz sie troszke z rowerkiem obyla to nie moglem sie oprzec i strzelilem pare zdjec:)










A dzisiaj Justynka dostala swoj wlasny rower od czlowieka o dziwnym imieniu ktorego nie potrafie wymawiac i (jak dla mnie) mowiacego po angielsku niezrozumiale. O dziwo damka. Bardziej swojska, w sensie holenderska, co nalezy rozumiec ze jest pordzewiala, troche scentrowana, ma jeden polatany blotnik, a drugiego w ogole brak:) Okazalo sie wiec ze Justynka po dziesiejszym labie odbedzie swoj pierwszy kurs przez 3/4 miasta, do naszego akademika. Rzec pragne ze dojechala w jednym kawalku. Choc z drugiej strony z jej szybkoscia ciezko byloby sobie cos zrobic. W trakcie jazdy zaczalem zalowac ze nie wzialem z Polski krzyzowek. Rozwiazywalbym sobie w trakcie dojazdow w takim tempie:P Ale pewnie jak sie poczuje stabilniej to bedzie smigac:) Wiec ja juz nie narzekam i tylko na zakonczenie chcialbym dodac ze juz pod budynkim naszego akademika, kiedy troszke szybciej wjechalem do rowerowych garazow uslyszalem "aaaaa!!!nieeee!! buum!!" Tak to Justynka parkowala w sciane jednego z nich:)

Brak komentarzy: