Wczoraj zrobiliśmy sobie małą wycieczkę za miasto. Odwiedziliśmy Pieterburen, niewielką holenderską wioseczkę słynną z powodu Centrum Rehabilitacji i Badań nad Fokami (Zeehondencreche). Założycielką centrum była Lenie 't Hart', która zaczynała w latach 70 w ogródku. Teraz jest dyrektorką centrum, które rozrosło się niepomiernie - rocznie leczą około 90 fok pospolitych i 60 fok szarych, a czasem zdarzają się im nawet zagubione foki arktyczne, którym udało się umknąć przed norweskimi i kanadyjskimi łowcami. Łącznie ponad 150 zwierzątek porzuconych przez mamy, zaplątanych w rybackie sieci czy zainfekowanych chorobami i pasożytami, co moim zdaniem jest liczbą imponującą zważywszy na fakt, że centrum nie otrzymuje dotacji od rządu. Na zrobionych przez nas zdjęciach foczki wyglądają trochę martwo, ale to złudne wrażenie - naprawdę są żywe i szczęśliwe, tylko że trochę leniwe. W centrum zawiodło nas trochę to, że wszystkie napisy były po holendersku. Ale za to na koniec w sali filmowej obejrzeliśmy anglojęzyczny film o centrum i o fokach. Który zakończył się bardzo fajną sceną - centrum jest dumne z tego, że nie ma stałych lokatorów, wszyscy rehabilitanci są po wyzdrowieniu wypuszczani na wolność. Akcja uwalniania nazywa się "It's a beautiful day". I ostatnia scena filmu przedstawiała foczkę wypuszczaną do morza do akompaniamentu piosenki Queen "It's a beautiful day, sun shines, nothing gonna stop me now". Bardzo patetycznie.
Wejście do centrum:

Foki pospolite:







Foki szare:


Komentarz Tadzia do poniższego zdjęcia: Piękne Panie i Justyna.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz