W Groningen co jakiś czas dziwnie pachnie. Zapach nie jest brzydki, ale nie jest też przyjemny, przypomina generalnie coś spalonego (tak mi się wydaje, a Tadziowi zapach ten przypomina gotowaną kukurydzę). Od dłuższego już czasu zastanawialiśmy się co jest jego źródłem oraz dlaczego zapach albo unosi się w każdej części miasta albo nie ma go wcale. I Tadzio wczoraj znalazł odpowiedź. Zabrał się bowiem do czytania przewodnika, który był przydzielony do czytania dla mnie i do którego oczywiście za dużo nie zaglądałam i utknęłam na 5 stronie. W każdym razie przewiodnik okazał się bardzo przydatny, bo Tadzio znalazł w nim spis warzyw i innych produktów spożywczych w języku niderlandzkim z tłumaczeniem na polski oraz właśnie wytłumaczenie czym Groningen pachnie. Otóż mieszkańcy Groningen z przekąsem mówią o swoim mieście: najsłodsze miasto w Holandii. A to dlatego, że wokół Groningen są 3 cukrownie. I jesienią, gdy przerabia się buraki cukrowe co jakiś czas wiatr przywiewa z nich zapachy. A że tu naprawdę ciągle wieje z innej strony - jednego dnia czuć przerabianym cukrem czy jakąś melasą, a innego nie. I zagadka rozwiązana.
Ponadto sąsiadujące z nami okolice czasami pachną świeżym tytoniem. Też zastanawiało nas skąd to, dopóki nie natknęliśmy się na fabrykę wyrobów tytoniowych, jakieś 7 minut rowerem od naszego domu.
poniedziałek, 15 października 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz