piątek, 15 lutego 2008

Ostatnie dni

Od wtorku moje życie tutaj nabrało barw i tempa. Tegoż dnia rano odebrałam wreszcie ocenę i załatwiłam przepisanie jej na transcript of records - innymi słowy zakończyłam projekt. I został mi czas na relaks. We wtorek wieczorem było pożegnalne kitchen party, w środę impreza ogólnoakademikowa (zakończona wyjściem do miasta, zepsuciem mojego wysłużonego roweru i zdewastowaniem torebki), a w czwartek pożegnalne piwo z moimi supervisorami, którzy niesamowicie cieszyli się z faktu, że po wyjeździe Tadzia miałam się czuć samotna, a wygląda na to, że się bawię lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Przy okazji zwiedziłam sobie największy bar w Holandii - w tłumaczeniu nazwa to chyba '3 siostry'. Miejsce jest naprawdę ogromne, świetnie urządzone, przy każdym barze inna muzyka, a część barów się kręci. Szkoda, że nie weszliśmy tam nigdy wcześniej... A dziś rano odbyłam moją pierwszą samotną podróż pociągiem - pojechałam do Assen zobaczyć chińskich wojowników z terakoty. Być może samotna pół godzinna podróż nie jest specjalnym osiągnięciem, ale trzeba mi policzyć dodatkowe punkty za to, że w Holandii nie ma punktu z informacją na dworcach, a i bilety trzeba kupić w automacie. Ogółem rzecz biorąc jestem z siebie dumna. Po powrocie przytargałam skrzynkę piwa dla Geerta, który pożyczył mi rower i go nie chce z powrotem, pożegnałam się ze wszystkimi w labie, wróciłam do akademika i rozpoczęłam przygotowania do powrotu do Polski. W niedzielę proszę trzymać za mnie kciuki, bo tym razem samotna podróż będzie znacznie dłuższa.

Brak komentarzy: