wtorek, 5 lutego 2008

Niespodzianka!

Siedziałam dziś przy moim zgrabnym biureczku w zakładzie i pisałam swój raporcik. Kątem oka zauważyłam ruch na korytarzu. Gdy się odwróciłam w tę stronę zobaczyłam znaną twarz. Ale przeszła dosyć szybko w stronę gabinetu profesora, więc stwierdziłam, że to niemożliwe, żebym widziała osobę, którą zdawało mi się, że widziałam. W końcu lepiej ubraną i uczesaną kopię siebie spotykam od czasu do czasu tu na ulicy, kopie znajomych też się mogą zdarzyć, prawda? Ale to nie była kopia. Najprawdziwszy oryginał. Gosia wróciła do mnie, bo również mnie rozpoznała. Oto do Groningen przyjechała kolejna fala biotechnologów z Wrocławia na studia. Gosia do zakładu obok. Witamy w Groningen!
Co ciekawe, dzień wcześniej moi supervisorzy marudzili, że wyjeżdżam, bo dzięki mnie projekt szedł szybciej. Stwierdzili, że przydałoby im się tak jeszcze dwóch dobrych studentów i pytali czy kogoś znam. Chyba tu lubią Polaków.
W ten sposób klamrowo kończy się mój pobyt w labie. Gdy pierwszego dnia przyszliśmy na rozmowę z profesorem, drogę do jego gabinetu wskazał nam Hjalmar z mojego pokoju. Dziś kończyłam raport, gdy pod tym samym pokojem pojawił się inny zabłąkany Polak i tym razem mnie zapytał o drogę do gabinetu innego profesora.

Brak komentarzy: