niedziela, 27 stycznia 2008
Piszemy raporty
Semestr powoli się kończy, dla Tadzia trochę szybciej niż dla mnie - on wyrusza do Polski za tydzień, ja zostaję sama w tym kraju do 17 lutego. Trzeba podsumować pracę w labie, napisać raporty, wyczyścić biurka. Akademik też lada chwila zmieni lokatorów. Dziś wyjechał Marcus, razem z Tadziem znikną również Adam z Węgier, Kaisa z Estonii i Julio z Hiszpanii. Na piętrze zostanie towarzystwo azjatyckie plus Max, Samueli i Maryana. Będzie cicho i podejrzewam, że nasze kitchen party nie będą już tak częste. No chyba, że nowi sąsiedzi będą fajni:). Zastanawiam się jak to będzie wrócić do Wrocławia na normalne studia, znów się uczyć i zdawać egzaminy. Troszkę się jednak od tego odzwyczailiśmy, bo choć pracy mieliśmy sporo, to uważam, że było to mniej stresujące niż szara rzeczywistość biotechnologii na UWr. Takie dłuższe wakacje:). Bez sesji, bez legend o ilości niezdających osób i trudności pytań, bez oceniania kto jest "dobrym biotechnologiem" po tym czy umie wyrecytować z pamięci budowę cytochromu czy inne rzeczy w tym stylu. Warto było tu przyjechać, choćby po to, żeby zrozumieć, że może być inaczej. Ale Polska też jest fajna (a zwłaszcza Wrocław) i choć już się boję na myśl o samotnej podróży, to gdy pomyślę, że w domciu czekają na mnie pierogi ruskie, biały ser i prawdziwy chleb (a nie wata, w którą można włożyć palca, a po wyjęciu ten wyrób chlebopodobny wróci do poprzedniego kształtu) i oczywiście powrót do fitness clubu, to już się nie mogę doczekać. Mimo wszystko, to jeszcze nie koniec relacji z Holandii. Przed nami wizyta w coffee shopie, Groningen muzeum i kto wie, co jeszcze ciekawego się zdarzy, jak Tadzia już nie będzie?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarze:
Justynako zapomnialas wspomniec ze ten semestr byl bez Basi dzoniacej co 10 minut w dzien przed egzaminem:P
Pozdrowienia
P.S ja juz jutro wracam do domu:)
Prześlij komentarz