[tadzio: nie to ze nie umiesz, ale tu wyszedlem jak down-no chyba ze przeceniam swoja urode i to zdjecie jest super naturalistyczne:P]
Oto, co z łódki widzieliśmy:
To jest statek. Idealna replika statku należącego do Kompanii Wschodnioindyjskiej [tadzio: ktora to Kompania miala skolonizowane pol Azji pd-wschodniej i byla ekstremalnie bogata]. Tylko, że tę zbudowało 200 bezrobotnych w ramach jakiegoś programu szukania im zajęcia.
A tu domy tańczą.
Natomiast to jest Cienki Most (podobno bardzo słynny).
A później poszliśmy piechotą na plac Dam. Na placu Dam są: gołębie (których nie wolno karmić)[tadzio: i sa zdrowo stukniete-przelatuja tlumnie na wysokosci twarzy tam i z powrotem przez Dam, az sie ma wrazenie ze ktorys sie nie wyrobi i Cie pacnie w twarz], tłum ludzi, Pałac Królewski, Nieuwe Kerk, Madame Tussaud i pomnik wszystkich poległych na wszystkich wojnach Nationaal Monument.
Tu jestem ja z Pałacem Królewskim (Koninklijk Paleis). Powstał w 1655 roku [jako mega-wypasiony, estremalnie nafaszerowany bogactwami ratusz i przez wiele lat byl przez Holendrow nazywany 8-smym cudem swiata. W 1808 roku moca zarzadzenia Napoleona stal sie Palacem Krolewskim]. Niestety Królowa Beatrix już w nim nie mieszka, ale ciągle przyjmuje w nim gości.
A tutaj Tadzio z Nieuwe Kerk, drugim pod względem wieku kościele Amsterdamu (1414). Tu odbywają się koronacje władców Holandii (to zdjęcie również robiłam ja i wg Tadzia oczywiście źle).[tadzio: nieprawda! to akurat jest ok!:P]]
To zdjęcie zrobił nam Anne, więc się nie kłócimy czy jest dobre. Za nami widać Nationaal Monument. Początkowo miał służyć upamiętnieniu ofiar II wojny światowej, teraz już wszystkich możliwych wojen w historii.
Po szybkim lunchu na placu Dam (własnoręcznie przygotowane kanapki z goudą), rozpoczęliśmy część kulturalną.
Tu jestem ja z Pałacem Królewskim (Koninklijk Paleis). Powstał w 1655 roku [jako mega-wypasiony, estremalnie nafaszerowany bogactwami ratusz i przez wiele lat byl przez Holendrow nazywany 8-smym cudem swiata. W 1808 roku moca zarzadzenia Napoleona stal sie Palacem Krolewskim]. Niestety Królowa Beatrix już w nim nie mieszka, ale ciągle przyjmuje w nim gości.
Ponad 3 godziny spędziliśmy w Rijksmuseum, gdzie zobaczyliśmy Straż Nocną (na całą ścianę!!!) i dużo innych obrazów Rembrandta, a poza tym Vermeera, Halsa i Steena, który szczególnie spodobał się Tadziowi. Wszystkie były niemal na wyciągnięcie ręki, oddzielone od zwiedzających malutkim płotkiem sięgającym do kolana. Żadnej grubej szyby.
Naprzeciw Rijksmuseum znajduje się Muzeum van Gogha, na które została nam już tylko godzina, więc nie mamy zdjęć.
Ale spójrzcie na strych - kto myśli, że kościół na strychu był raczej skromny, ten się myli. Oto co ujrzeliśmy:
Po lewej od ołtarza była składana ambona (by można ją było szybko schować), a z tyłu jeszcze potężne organy. Rodzina mieszkająca w tym domu musiała być strasznie bogata, a mimo to zajmowała jedno pomieszczenie. Plus kuchnię. Resztę pieniędzy włożyli w kościół.
Po dniu pełnym wrażeń przyszedł czas na kolację. Oczywiście po holendersku - naleśniki, ale w innej wersji. Byliśmy w Pancake Bakery i jedliśmy naleśniki na kolację i mini naleśniki poffertjes na deserek. Poffertjes to tradycyjny holenderski deserek. Na zdjęciu poniżej z masełkiem i cukrem pudrem.
Byliśmy także w Muzeum Amstelkring. Muzeum Amstelkring to ukryty kościół katolicki - Kośćiół Naszego Pana na Strychu. Naprawdę na strychu. Kościół działał w latach 1650-1795, kiedy wszelkie zgromadzenia i obrzędy katolickie były w Holandii zakazane. W związku z czym katolicy urządzali kościoły na strychach swoich domów. Tu jesteśmy przed kościołem - niczym nie wyróżniająca się kamieniczka, prawda?
Po dniu pełnym wrażeń przyszedł czas na kolację. Oczywiście po holendersku - naleśniki, ale w innej wersji. Byliśmy w Pancake Bakery i jedliśmy naleśniki na kolację i mini naleśniki poffertjes na deserek. Poffertjes to tradycyjny holenderski deserek. Na zdjęciu poniżej z masełkiem i cukrem pudrem.
Spotkaliśmy Anne Frank:

Homopomnik - tak, tak, to pomnik homoseksualistów prześladowanych kiedykolwiek w historii. Jego symbolika nawiązuje do czasów II wojny światowej - homoseksualiści w obozach nazistowskich musieli nosić znak - różowy trójkąt. Tak też wygląda pomnik[tadzio: lub tez nie wyglada,jak kto woli..-ja tam z tej perspektywy trojkata nie widze:P]:
A obok różowego pomnika był Pink Point (Różowy Punkt Informacyjny) - jeśli jesteś homoseksualistą i jesteś w Amsterdamie w tym miejscu dowiesz się, gdzie znaleźć kluby gejowskie/lesbijskie.

Które to oznaczone są taką kolorową flagą (na zdjęciu widać Gay Cinema)[tadzio:prawdziwe miejsce dla prawdziwych mezczyzn;)]:
Poniżej ciągle Dzielnica Czerwonych Latarni - po lewej widać podświetlone okna z paniami w bieliźnie, po prawej najstarszy w Amsterdamie kościół Oude Kerk. Blisko siebie, prawda? Nawiasem mówiąc w jednym z tych okien była pani Murzynka z dużym biustem, która uśmiechała się zalotnie do Tadzia i pukała w szybkę, gdy przechodził. Tak, miała na Tadzia ochotę.[tadzio: a co ciekawe ja jej nawet nie zauwazylem..:P]
W Amsterdamie w Dzielnicy Czerwonych Latarni jest zdecydowanie weselej niż w Groningen. Jest bardzo dużo ludzi (nie ma co ukrywać - mężczyzn). Pomiędzy czerwonymi oknami są też hałaśliwe kluby gejowskie, bardzo dużo klubów i pubów dla "normalnych" ludzi i coffee shopy.
Homopomnik - tak, tak, to pomnik homoseksualistów prześladowanych kiedykolwiek w historii. Jego symbolika nawiązuje do czasów II wojny światowej - homoseksualiści w obozach nazistowskich musieli nosić znak - różowy trójkąt. Tak też wygląda pomnik[tadzio: lub tez nie wyglada,jak kto woli..-ja tam z tej perspektywy trojkata nie widze:P]:
Które to oznaczone są taką kolorową flagą (na zdjęciu widać Gay Cinema)[tadzio:prawdziwe miejsce dla prawdziwych mezczyzn;)]:
Resztę wieczoru spędziliśmy w wesołej dzielnicy - Dzielnicy Czerwonych Latarni, gdzie nawet mosty świecą się na czerwono.
W Amsterdamie w Dzielnicy Czerwonych Latarni jest zdecydowanie weselej niż w Groningen. Jest bardzo dużo ludzi (nie ma co ukrywać - mężczyzn). Pomiędzy czerwonymi oknami są też hałaśliwe kluby gejowskie, bardzo dużo klubów i pubów dla "normalnych" ludzi i coffee shopy.
Poniżej widać typowy klub dla panów - BananaBar. Przywieziemy sześciopak piwa Grolsch dla osoby, która zgadnie co się robi z bananem w BananaBarze.
8 komentarzy:
Czy banana sie obiera, a potem........ zjada?? Czy moze to jakis symbol i panowie nosza banany w butonierkach?? Pozdro!
Aha jeszcze co do zdiec, to Justynce wychodza OK!! Ale na tych nocnych malo widac, pomnika homo-niewiadomo nie widac:P
P.S. do Tadzia
Tadziu ja nadal licze na maly prezencik z koffyshopu:P Nie zawiedz mnie prosze!!
Pozdrawiam Serdecznie
P.S.2
Naprawde fajnie sie czyta waszego Bloga, szkoda ze tak malo ostatnio pisaliscie no i szkoda ze to juz koniec!!
po pierwsze - jeszcze nie koniec:). a po drugie z bananem jesteś blisko, bo jedzenie to tylko połowa atrakcji. i bynajmniej atrakcje nie są w butonierce.
To może "Panie" wykonują jakiś "pokaz " z użyciem tegoż to banana!! np zjadają go na oczach siedzących tam panów:P (mówiąc "zjadają" nie mowie którymi wargami)
Pozdrawiam serdecznie!!
P.S. To Fajnie ze to jeszcze nie koniec, pewnie macie jeszcze coś w zanadrzu, pewnie opis z BananaBar:P
no cały czas jesteś blisko, ale nie trafiasz w dziesiątkę. połącz obie swoje odpowiedzi w jedną:).
hmmm...!!
Kombinacja:)
Panowie nosza banay w spodniach, a taka "pani" rozpina mu rozporek i zjada banana (robi taki show) a inni sobie na to patrza i ciesza wafla:)
moze tym razem trafilem:)
Pozdrawiam serdecznie
przykro mi, ciągle źle.
To kiszka!! Narazie brak pomysłów! Jak coś wymyśle to na pewno napisze! A może jakaś mała podpowiedź! Koło ratunkowe czy coś:)
Pozdrawiam!!
Prześlij komentarz