sobota, 15 grudnia 2007

Wieczór w stylu gezellig

Pod koniec listopada mój supervisor Anne postanowił pokazać nam prawdziwą Holandię. Zaprosił nas na kolację w celu zaznajomienia nas z pewnym bardzo ważnym dla Holendrów słowem - gezellig. Słowo to jest chyba nieprzetłumaczalne na żaden inny język i stanowi ideał, do którego Holendrzy dążą. Oznacza miłą, ciepłą atmosferę, przyjacielskość, towarzystwo. Może być używane w odniesieniu do pomieszczeń, miejsc, zachowania.
Kolacja u Anne i Annemarie była właśnie bardzo gezellig. Oni przygotowali tutejszą tradycyjną potrawę zimową w wersji wegetariańskiej (ziemniaki gatunku bardzo delikatnego potłuczone i ugotowane z porem, serem zółtym i chyba czymś jeszcze. W wersji dla mięsożerców znajdował się boczek), my zaś przygotowaliśmy barszcz biały z torebki. Piliśmy sobie winko, rozmawialiśmy o kultrowych różnicach i problemach Holandii z imigrantami, słuchaliśmy cichej, spokojnej holenderskiej muzyki i jazzu. Wszystko ładnie się komponowało z malutkim, ale ślicznie urządzonym mieszkankiem Annego i Annemarie. Holendrzy są bardzo dumni z wystroju swoich mieszkań. Poświęcają wiele czasu na urządzenie ich w stylu gezellig, efekt w większości przypadków jest naprawdę przytulny, funkcjonalny, w dobrym stylu. A skąd to wiem? Bo skoro tyle wysiłku wkładają w urządzenie mieszkania, duma z efektu nie pozwala im zasłaniać okien w pokoju dziennym. A jak już pisaliśmy okna są tu naprawdę duże, w związku z czym z zewnątrz można podziwiać wystrój mieszkań niemal wszystkich Holendrów.
Ale wracając do kolacji - na koniec Anne i Annemarie zaserwowali tradycyjny holenderski deser. W momencie, gdy pojawił się na stole przypomniało mi się dzieciństwo. Bo deserkiem tym jest kaszka manna z gęstym sokiem owocowym jako polewą. W moim przedszkolu gęsta, zimna kaszka(na płaskim talerzu, z czego śmieje się Tadzio), pływająca w soku malinowym była typowym deserkiem. Może kucharka była Holenderką?

Brak komentarzy: