Wiele holenderskich wynalazków i zwyczajów wzbudzało nasze zdumienie, szokowało i rozśmieszało (czemu niejednokrotnie dawaliśmy wyraz naszymi postami na blogu:) ). Stopniowo jednak przyzwyczajaliśmy się do życia tutaj, zaczęliśmy rozumieć i akceptować mentalność tutejszych ludzi, coraz mniej nas dziwiło m. in. stąd znaczne zmniejszenie częstotliwości postów. W zasadzie można by powiedzieć, że wydawało nam się, że przywykliśmy na tyle, że nie spodziewaliśmy się już przeżyć jakiegoś większego zaskoczenia. A jednak...
Zazwyczaj przed różnymi tutejszymi świętami staramy się robić wywiad środowiskowy wśród naszych laboratoryjnych tubylców, żeby zorientować się jakie tradycje są z nimi związane, porównać je z naszymi obyczajami i sprawdzić czy warto coś zobaczyć w ich trakcie.O Sylwestrze dowiedzieliśmy się, że większość Holendrów spędza go z rodziną lub przyjaciółmi (z tendencja do pierwszej opcji) grając w różne gry i zabawy towarzyskie (brzmi ekscytująco, nie uważacie?;) Nie wiem, może to jest ciekawsze niż mi się wydaje, ale jestem w stanie sobie wyobrazić jedynie tysiąca z grupką wujków lub jakieś wielopokoleniowe bingo:P. Aha, według Anne, opiekuna Justynki, piją jeszcze jakieś staroroczne piwo (którego jednak nie udało nam się namierzyć) i wpierdzielają oilbollen czyli pączki, ktorymi zajadamy się na zdjęciu.
Chciałem od razu sprostować pewien element widoczny na zdjęciu: to pod moją kurtka to nie jest bębenek który mi wyrósł od żłopania piwa i napychania się pączkami tylko aparat:P
Co do pączków to udało nam się zrobić kapitalne zdjęcie: kolejka po pączki w Sylwestrowe popołudnie. Kojarzy mi się mocno z przedwigilijnymi bitwami o karpia zapamiętanymi z dzieciństwa.
Wracając do pączków w Sylwestra zniknęły wszystkie oleje z półek sklepowych, prawdopodobnie używane do odgrzewania tego przysmaku. Nowej dostawy nie ma do dzisiaj. Po północy, obfitej w fajerwerki (ponoć warto iść na rynek, bo „tam to się dzieje”) Holendrzy opuszczają mieszkania i idą na imprezę na miasto, bo większość knajp jest dopiero wtedy otwarta (wcześniej nie, bo to przecież Holandia-nawet w normalny dzień impreza nie może zacząć się przed 12...). Czasem też rozpoczynają już wtedy noworoczny objazd życzeń tzn. odwiedzają jak najliczniejszą liczbę znajomych i rodziny by złożyć im noworoczne życzenia. Aby nie było nieprzyjemnych sytuacji tzw. „całowania klamki” wcześniej skrupulatnie układają grafik - kto, gdzie, kiedy, jak długo. Nowy Rok jest ponoć bardzo nerwowy, bo parę minut poślizgu i „cały misterny plan w ...” jak to określił kiedyś bohater Kiler-ów 2 ;)
Konfrontacja z rzeczywistością jednak nas zaskoczyła. Niekoniecznie jedynie pozytywnie, jak to bywa z zaskoczeniami;)
Po paru wstępnych piwkach w akademiku:
Z bliższej odległości okazało się ono dość osobliwe, bo Złożone z 7 rowerów, o czym z dumą poinformował nas, naprany jak świnia, młody Holender, pytając przy tym czy nie mijaliśmy jakiegoś rowerzysty, któremu można by rower zabrać. No czysta abstrakcja! Kraj spokojnych, pracowitych, uczciwych ludzi i ognisko z rowerów na środku drogi w centrum miasta!:P „Dobra, fajnie się tu bawicie, chętnie byśmy wam pomogli poszukać kolejnych rowerów, ale my już musimy iść.” W międzyczasie dobiegł nas grupowy okrzyk radości- dorzucono 8 rower.. A ja myślałem, że takie numery to tylko na wschód od Odry:P Zresztą na samym Grote Markt i w tutejszym odpowiedniku Pasażu Niepolda spotkaliśmy później jeszcze kilka ognisk, z żalem jednak donieść muszę, że tylko z kartonowych opakowań po petardach. Nie wiem co było warte zobaczenia na tutejszym rynku, ale to co ujrzeliśmy to parę już wspomnianych ognisk i sporo mniej lub bardziej szemranych grupek młodych ludzi. Postanowiliśmy wyhaczyć więc jakąś zapowiadaną darmową imprezę w knajpie. No właśnie-magiczne hasło: 10 Euro od osoby. Może to i niedużo jak się jest na to przygotowanym. Jak się nie jest to się szuka jednak darmowego wejścia. Po dobrych paru próbach jednak się udało.Resztę wieczoru spędziliśmy przy ponoć najlepszym holenderskim piwku „Hertog Jan” w śmiesznym, mocno zatłoczonym(darmowe wejście,nie?:P ) pubie z fajną, rockową muzyką i tańczącą, lekko wstawioną barmanką.
2 komentarze:
Tadziu, jakie ty szałowe minki strzelasz na tych zdięciach:)
P.S. Justynko, bardzo ładna bluzkeczka:)
Pozdrowienia!
Nie wierze w ten aparat pod kurtka! ;)
Opis sylwestra zdecydowanie genialny!!
Prześlij komentarz